Urlop

Słońce delikatnie otula promieniami moją twarz, powodując powolne tworzenie się piegów i opalenizny. Przy najdrobniejszym ruchu ciała, piasek pod nim chrzęści, uspokajając bicie serca. W oddali słychać skrzek mew, rytmiczne uderzanie fal o brzeg, huk rozpryskiwanej wody o krzywizny falochronów. Myśli płyną swobodnie, poza tym, nie ma już nic.

Ukochane dłonie, próbują dokopać się do wody, nie zważając na to, że są starsze niż wtedy, kiedy robiły to po raz pierwszy. Uciekam z wody, widząc małe, galaretowate meduzy. Nie lubię ich glutowatej konsystencji, więc rezygnuję z kąpieli, pozwalając im swobodnie żyć. Wiatr rozwiewa mi włosy. Biorę głęboki wdech, wciągając w płuca morskie, nasycone jodem powietrze.

Telefon został w pensjonacie. Nikt nie dzwoni, nie doprasza się czegoś ode mnie, nie muszę być non stop pod ręką. Zapomniałam już co to znaczy, być wolną od zobowiązań, roszkoszując się tą chwilą. Po raz pierwszy od bardzo dawna, nic mnie nie boli. Za chwilę to wszystko się skończy. Wróci rutyna, konieczność bycia w ciągłej gotowości. Stan normalności… Ale czy to dobry stan?

A może by tak… Nie wracać z mentalnego urlopu?

Submit a comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s