Płomyczek

Powiedziałabym, że w mojej duszy panuje teraz dualizm gdyby nie to, że rozdziera mnie więcej niż dwoje uczuć. To jest armagedon, jakiś chory chaos, którego nie potrafię ogarnąć ani nazwać.Jest we mnie ból i poczucie odrzucenia, podsycane przez toksyczność incydentalnych sytuacji. Czuję się wyssana z energii, pozbawiona jakichkolwiek sił witalnych, jak roślina której nikt od dawna nie podlewał. Jeszcze mam szansę odżyć, nie wyschłam do końca, jednak nie mam ani sił się odwrócić płatkami do słońca, ani też poprosić natury o odrobinę wody. Żyję w stagnacji, wyczekując nieuniknionego a jednocześnie upragnionego końca.

Jest też we mnie obojętność, swoiste poczucie że mi wszystko jedno. Zanika powoli we mnie poczucie obowiązku i chęci do zmian. Nie chcę mi się starać. Moją maksymą staje się panta rhei – wszystko płynie. Tak i nasza łódka płynie na rzece czasu. Różnica polega na tym, że gdy inni wiosłują, ja wyrzuciłam wiosła za burtę.

Czasem jest też we mnie szczęście. Kiedy widzę czyjś znak obecności, gdy mnie wita jasne słowo, dzień zaczyna się inaczej. Ma coś w sobie odżywczego. To poczucie akceptacji jest tym, co wypełnia mą pustkę. Nie muszę, ale chcę się starać, bo ta siła akceptacji pcha mnie do tego. Jednak to tylko mała krótka chwilą w całym dniu. Ułamek w całości życia.

Nie mam już nawet siły płakać.

Submit a comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s