#odwyk – czyli jak odstawiłam większość social mediów.

Ach te social media… miały nam ułatwić życie, a tymczasem zapowiada się, że wcale tego nie robią. Siedzimy z nosem w telefonie / tablecie, sprawdzamy Facebooka przy śniadaniu, w toalecie (sic!), zaglądamy na chwilę, a robi się z tego 5 godzin… I nie bójmy się tego mówić, większość z nas jest już uzależniona.

Nie chce demonizować social mediów, bo można tam znaleźć również wartościowe treści, jak kursy, tutoriale czy podcasty, a ponadto pomagają nam – twórcom – rozwijać swoją markę czy biznes. Jednak większość treści to tylko wypychacz twojej uwagi i czasu. Pełno memów (żeby nie było, sama tworzę memoszki! Ale przyznasz, że jak zaczniesz przeglądać to kończysz gdzieś po 2 h ? ;P), filmików, w których nie wiadomo o co chodzi, ploteczek… i tak w kółko. Musisz być na czasie, a żeby być, to musisz zaglądać, muszą cię rozpraszać powiadomienia, szukanie wifi to twój priorytet.

Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem. Ty też możesz decydować o tym jak, ile i jak często korzystać z social mediów, o czym bardzo fajnie pisała tutaj Pani Swojego Czasu.

Ja też zdecydowałam, że ograniczę te sociale. Potrafiłam znikać w nich na wiele godzin, w szczególności, gdy jeszcze pracowałam i ruch był niewielki, czy na uczelni, podczas nudnych zajęć. Spędzałam swój czas głównie na scrollowaniu palcem ekranu, tracąc niepotrzebnie energię, czas czy uwagę. Ze spokojem mogę powiedzieć, że traciłam minimum 7 godzin dziennie, na patrzenie w ekran, z którego w 75 % nie wynikało nic pożytecznego dla mnie!

Okazją do tego, była kolejna próba na stopień harcerski. Wyznaczyłam sobie cel – ograniczę social media do 3h dziennie. Przy dotychczasowej ilości, to i tak byłby niezły wynik.

Swoją podróż zaczęłam od wypróbowania kilkunastu trackerów do mierzenia aktywności online ze Sklepu Google Play. Rozczarowałam się bardzo. Nawet jeśli mierzyły to często były niedokładne lub mimo blokowania ich, nie działały w tle.

Bez tytułu.png

Przykładowe aplikacje do mierzenia czasu w social mediach. Źródło

Tak jak niedokładność jeszcze mogłabym wybaczyć, tak to niedziałanie w tle już nie, bo w praktyce oznaczało to, że nic mi nie mierzono… a tym samym miałam błędną wizję spędzania mojego czasu w tel.

Próbowałam też wydzielić sobie wydzielać godziny, w których mam uruchomiony internet, dzieląc to na trzy bloki po 1 godzinę. To niestety też nie zdało egzaminu, gdyż miałam wtedy poczucie, że powinnam być cały czas w pogotowiu, a przez takie bloki, tylko ograniczam swoje możliwości kontaktu.

To poczucie wynika stąd, że oprócz bloga, prowadzę 4 inne fanpagi, kilka grup (związanych z moją aktywnością w harcerstwie czy na studiach) i często ludzie kontaktują się ze mną w tych sprawach właśnie przez social media. Oprócz uzależnienia od social mediów, dochodziła źle rozumiana produktywność.

Bardzo pomocna w całym tym procesie, była moja kumpela (i zarazem drużynowa) Julia, która zafascynowana ideą minimalizmu, podsunęła mi film Matta D’Avella. Matt opowiadał w nim m.in. o programie RescueTime. To moje odkrycie roku!

RescueTime występuje zarówno w formie aplikacji na Androida jak i w postaci programu komputerowego. Już wersja darmowa, pozwala na wykorzystanie wielu opcji. Co robi RescueTime? Mierzy czas i charakter twoich aktywności przed ekranem, czy to smartfona, czy też komputera. Rozpoznaje i przypisuje strony oraz aplikacje do odpowiednich kategorii, które można również edytować (np. jeśli używasz YouTuba głównie w celach edukacyjnych, jak ja, możesz zmienić ustawienia tak, aby RescueTime traktował go jako neutralny lub nawet produktywny).

f
Widok strony głównej RescueTime.

Ponadto, twoje wyniki pokazuje w postaci wykresów, porównując je do dni ubiegłych. Widok można też zobaczyć w wersji miesięcznej, czy rocznej. A co najważniejsze, naprawdę działa w tle!

To pozwoliło mi zauważyć, gdzie i ile czasu faktycznie spędzam buszując po internecie. Social media takie jak Facebook, Messenger, Instagram górowały. Przy czym od początku wiedziałam, że Instagrama i Fanpage ze względu na prowadzenie bloga, chce wyłączyć z tego ograniczania. Toteż przeszłam do kolejnego etapu pracy nad ograniczeniem mojego uzależnienia.

Odinstalowałam aplikacje Facebooka z telefonu, zamieniając ją na Menadżera Stron. To aplikacja, również należąca do Facebooka, jednak skupiająca się tylko na tych operacjach, które pozwalają na prowadzenie fanpaga. To pozwoliło mi na to, aby nadal być w kontakcie z obserwującymi, pomimo ograniczenia aktywności.

Kolejnym krokiem było wyłączenie powiadomień ze wszystkich aplikacji, z wyjątkiem komunikatorów. Dzięki temu, mojego życia nie przerywają kolejne powiadomienia o serduszku pod zdjęciem na Instagramie.

Żyło mi się na tym etapie całkiem nieźle, jednak nadal spędzałam za dużo czasu patrząc w ekran. Przeszkodą okazał się Messenger, przez którego kontaktowałam się w główniej mierze ze znajomymi. Czułam jakąś wewnętrzną potrzebę odpisania na każdą wiadomość, jak również wysyłania ich w ogromnej ilości. Jak teraz o tym myślę, to odnoszę wrażenie, że większość z nich mogła się obyć bez natychmiastowej odpowiedzi. Dlatego, przy okazji wyjazdu na weekend do Gdańska, wyłączyłam internet, odpalając go tylko wieczorami. Było to chwilę przed organizowanym przez moją sekcję koła naukowego, wydarzeniem popularno – naukowym. Pracowałam tylko wieczorem i wiecie co? Świat się nie zawalił, wydarzenie się odbyło, a ja miałam psychiczny spokój. Wtedy też podjęłam decyzję i wyłączyłam powiadomienia z messengera. Pozostawiłam tylko te, w których ktoś mnie oznacza w wiadomości. Umieściłam informację na moim profilu na Facebooku, że otwieram wiadomości ok. raz na dzień i w sprawach pilnych, najlepiej do mnie dzwonić lub wysłać sms. Kolejny przeszkadzacz ograniczony.

Istniał wciąż problem przewijania Facebooka bez celu i skupienia Znów przyszła mi z pomocą Julia, która podpowiedziała mi wtyczkę do Chrome „Kill news feed”. Od momentu jej zainstalowania, mój facebook wygląda tak:

fb
Tak, edytowałam trochę ten zrzut ekranu. Dbam o prywatność moich znajomych, którzy się na nim przez przypadek pojawili. 😛

Aby uzyskać ten sam efekt na telefonie, pobrałam aplikację BlockSite i… zablokowałam Facebooka.

Obecnie korzystam z Instagrama, Pinteresta (szukam inspiracji do rysowania), WhatsAppa oraz YouTuba, ewentualnie możemy doliczyć do tego jeszcze Menadżera Stron i aplikację WordPressa, jako narzędzia pracy. Dzienne korzystam z elektroniki ok 4 4 h, przy czym ok 2h w social mediach. Sporo zależy od dnia i tego jak go spędzam, bo jeśli piszę post na blogu, to wtedy mija o wiele więcej czasu. Co dzięki temu zyskałam? Spokój. Czysty umysł. Powoli pozbywam się potrzeby ciągłego sprawdzania telefonu. Więcej czytam, oglądam czy spędzam czas kreatywnie.
A blog i fanpagi oraz inne grupy? Nie ucierpiały. Okazuje się, że można chwilę poczekać na odpowiedź. 😉

A wy jak sobie radzicie z social mediami?

One comment

  • Ciekawy tekst. Przypomniał mi się dowcip rysunkowy (chyba Mleczki?) n.t. mediów elektronicznych. Facet po zakończeniu sesji w toalecie wyciąga srajfona i robi nim zdjęcie tego co przed chwilą zrobił do sedesu, a potem szybko – z zadowoleniem i wypiekami na twarzy – wrzuca to na Insta i Fb.
    Od 1992 r. prowadzę bloga (w zasadzie to od 2001, bo wcześniej to były tylko strony autora, coś tak jak GG), na szajsbuku mam aż trzy konta, ale żadnego z nich nie zakładałem 😉 , nie ćwierkam, nie surfuję, a e-maile czytam nieraz po kilku dniach. Jednak w sieci jestem praktycznie od ok. 4:00, do ok. 22:00, to kwestia sprzętu i odpowiednich aplikacji, które wyszukują i segregują informacje. Bez dostępu do sieci wytrzymuję nawet kilka dni.
    Pozdrawiam

    Polubienie

Submit a comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s