Uśmiech losu

Obudziłam się dzisiaj, o tej porze co zwykle we wtorek. Leżałam w łóżku trochę za długo, delektując się delikatnym dotykiem kołdry. Włączyłam Spotify, wszystkie 1100 utworów. Jako pierwszy włączył się dawno nie słuchany przeze mnie Kaczmarski. Pomyślałam sobie, że to będzie dobry dzień.

Zjadłam dobre, zrobione ze starannością śniadanie. Uszykowałam się, po raz pierwszy od dawna, ze spokojem, bez niepotrzebnego pośpiechu. W autobusie i tramwaju nie myślałam o niczym. Tylko słuchałam spokojnie muzyki, rozkoszując się szarością nieba za oknem. Może i jest początek grudnia, może i wokół mokro, szaro i ponuro, ale ten iście późnojesienny krajobraz ma w sobie jakąś taką przyjemną nostalgię. Coś, co każe zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad samym sobą, swymi celami, życiem.

Dojechałam na wydział, poszłam do biblioteki, aby przygotować się na jutrzejsze zajęcia. W międzyczasie dowiedziałam się, że całoroczna praca się opłaciła, a moje wysiłki zostały docenione. Po poprzednich porażkach, była to naprawdę miła odmiana. Nagle, dotychczasowe pomysły, które wydawały się tylko mrzonkami, nabrały sensu. Pojawiły się inspirację i cele na ten rok. Wszystko to, co pozostawało w chaosie, zaczęło wreszcie nabierać kształtów i umacniać się w nich.

Zachciało mi się znowu na poważnie studiować.

Poszłam na spotkanie rady programowej. Było krótko, ale zabawnie. Uścisnęłam dłoń człowieka, którego bardzo szanuję i przekonałam się, że jestem w dobrym miejscu. Że w tym gremium, zależy wszystkim na tym samym. Na dobrej jakości studiów.

Przewietrzyłam się, zadecydowałam o sprawach ważnych z perspektywy wielu osób, jak i jednej instytucji. Kupiłam sobie dwie książki. Zrobiłam coś dla siebie, kupując dobre sushi. Poszłam na zbiórkę kręgu instruktorskiego, gdzie mogłam się odprężyć i powiedzieć o pewnej części mnie. A teraz, słuchając całej muzyki jaką tylko mam na komputerze, piszę ten tekst.

Zastanawiasz się pewnie po co Ci to mówię.

Nie pędź tak. Wyłącz na chwilę telefon. Spójrz za okno. I uśmiechnij się do świata, tak jak on codziennie uśmiecha się do siebie.
Bo jak powiedział Albus Dumbledore “Uśmiech losu można ujrzeć, nawet w tych najciemniejszych chwilach. Jeśli tylko pamięta się, żeby zapalić światło.”

Submit a comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s