To koniec?

O jezu, kłamałam. Wcale nie wiem dokąd iść. A mój plan zatrzymywania się w pomniejszych miejscowościach nie wypalił. Tylko nadrabiałam drogi, męcząc się dwa razy bardziej. Do plecaka dokładali mi prowiantu, niepotrzebnego sprzętu i sporo dodatkowego ekwipunku. Czułam się jak w dobrym RPGu, gdy okradłam 5 okolicznych wiosek. Było mi coraz ciężej, pot leciał strużkami, obraz mazał się przed oczami, nogi plątały.

Nagle upadłam, twarzą lądując prosto w błocie. Jakby tego było mało, zaczął padać rzęsisty deszcz. W tym momencie dałam za wygraną, położyłam się na plecach, krople deszczu padały mi na twarz, oddech zwalniał. Plecak leżał gdzieś obok, a mi już było właściwie wszystko jedno. Mogłabym się zachłysnąć deszczem czy błotem, mogłaby mnie przejechać furmanka, czy pierdalnąć piorun, byleby mięśnie przestały boleć, umysł mógł odpocząć. Byleby nie myśleć przez chwilę, nie biec ciągle, wyrwać się z okowów terminów i zobowiązań. Zasnąć, ale się nie wybudzać.

Żyjemy w absolutnie chorych czasach, ciągle każą nam gdzieś biec. Oprócz 8-10 h w pracy, masz mieć czas na zabawę z dziećmi, obowiązki domowe, treningi 4 razy w tygodniu, a najlepiej żebyś się jeszcze społecznie udzielał. Przy czym paradoksalnie powinieneś jeszcze spać po 8h i jeść pełnowartościowe posiłki. Odpoczynek? Owszem, pod warunkiem, że będzie to sport, teatr. No ewentualnie może być książka ale koniecznie poradnik, a jak chcesz obejrzeć coś z Netflixa, to koniecznie dokument. Nawet jak już zgrzeszysz i położysz się na hamaku, to i tak nie oderwiesz się od smarfona. Jeden, drugi, trzeci mail, powiadomienie, zdjęcia na instagrama z twojego superanckiego życia. A zegar biologiczny tyka.

Nie wolno nam już odpoczywać.

Produktywność nie odpoczywa.

Odpoczynek w produktywności to klęska.

Chciałabym móc legalnie i bez przeszkód odpoczywać.

Gdy tak leżałam w błocie na drodze, schnąć po minionej ulewie, usłyszałam że ktoś opróżnia mi plecak. Zerwałam się momentalnie, będąc w bojowej gotowości. Ujrzałam człowieka, wyglądał przeciętnie, zupełnie jak ja. Bez słowa wyciągał rzeczy z mojego plecaka i segregował je na dwie kupki. Przyglądałam się temu procesowi zdziwiona. Że też ja wcześniej na to nie wpadłam! Czyżby rozwiązaniem wszystkich moich problemów, miała być odpowiednia selekcja?

Ten młody człowiek, po tym jak pozbył się zbędnego balastu w moim życiu, pomógł mi wstać. Wyjął chusteczkę zza pazuchy, wytarł mi twarz. Chwilę później dotarliśmy do wioski, w której nieznajomy miał izbę. Ugościł mnie tam i pielęgnował tak długo, aż nie odzyskałam pełni sił. A gdy chciałam ruszyć w dalszą drogę, razem ze mną wyznaczył nowy szlak. Następnie chwycił swój plecak i ruszyliśmy przed siebie.

Czy bez tego człowiek dałabym sobie radę?

Nie wiem.

Być może znalazł się po prostu w odpowiednim miejscu i o odpowiednim czasie. Z nim jest mi łatwiej.

Proszę cię losie, niech on zostanie.

Submit a comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s