Spalenie

Swąd palonych śmieci, sztucznych materiałów i plastiku, wbijał się silnie w nozdrza. Dusił, pozwalając płucom na rozpaczliwy kaszel. Łzom pojawiającym się pod powiekami, trudno było przypasować narodowość. Czy pochodziły z dusznego dymu, pełnego spalin i toksyn? A może były dzieckiem ciężaru, który opuszczał zmęczoną, ledwo żywą duszę? Prawda leżała zresztą gdzieś pośrodku.

Nieśmiertelnik stopił się zaskakująco szybko, choć wyglądał na nieśmiertelny. Ot, kolejna ułuda krótkiego życia i dowód na to, że nawet pozornie silne relacje, wcale takie nie są. Stare zdjęcia topniały jedno za drugim. Wszystko pochłaniał oczyszczający ogień.

Obiecałam ci pogrzeb, godny prawdziwego wojownika. Zaiste walczyłeś dzielnie. Przed swoją śmiercią w płomieniach, zdołałeś się jeszcze pokłonić. Cały ty, doskonale wiedziałeś, że trzeba “kiedyś ze sceny zejść niepokonanym”.  

Paradoksalnie to do Ciebie należało ostatnie słowo, ostatni gest, ostatnie “Żegnaj”. Dnia 29 września, ok godziny 3.00 Kilimandżaro odszedł, zastąpiony w tym świecie, przez swoje kolejne wcielenie – mojego przyjaciela.

Już nie wierzę w komedię romantyczną z naszym udziałem, to będzie zwykła obyczajówka. Historia dwójki dojrzałych ludzi, którzy w pewnym momencie swojego życia potrafili powiedzieć sobie, że ani teraz ani nigdy. Nadal jesteśmy sobie bliscy, nadal dzielimy się tym co mamy, myślimy i czujemy. Jednak mamy już oboje czysty i klarowny obraz na ekranie życia. Przyjaźń i braterstwo potrafią być trwalsze od miłości. O wiele mocniej opierają się próbie czasu.

Nasze szlaki wiodą już osobno. Idziemy osobno, wysyłając sobie listy i kartki, myśląc o sobie, po to aby co jakiś czas spotkać się na skrzyżowaniu dróg i przysiąść w najbliższej karczmie, aby powspominać stare czasy i porozmawiać. Bez przymusu, zobowiązań, odpowiedzialności za swoje uczucia, bez świadomości wzajemnych ran zadawanych bez krzty chęci, by przysporzyć drugiemu cierpienia. Czysta, klarowna sytuacja.

Jestem dumna z tego, że potrafiłam pogrzebać Kilimandżaro i powiedzieć mu żegnaj. Choć to do niego należało ostatnie słowo, wiem że przedstawienie musi trwać. Z tą różnicą, że to do mnie należy decyzja, kto kiedy i jak będzie w nim grał.

Chodź przyjacielu. Opowiesz mi co u ciebie słychać…

Submit a comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s