List do K

Kochany Kilimandżaro,

pomijając te 20 minut w zeszłym tygodniu, gdy byliśmy perwersyjno-zabawni, nie widzieliśmy się już dwa tygodnie. I mimo tego, iż obecny świat wyposażył nas w narzędzia ułatwiające kontakt, to czuję się bardzo samotna i zagubiona. Brak twojej namacalnej obecności, powoduje niewyobrażalną pustkę w mym sercu. Cholera!
Dali nam internet, komunikatory i emotikony. Powiedzieli że mniejsze od 3 oznacza serce, dwukropek z gwiazdką buziaka a gify zastąpią te czynności, których nie da się opisać buźką. W wiadomościach jesteśmy dla ciebie cholernie czuli, słodcy i namiętni, wysyłamy serduszka jedne za drugim, nigdy nie nazywając tego co nas łączy… Jesteśmy tym pokoleniem, które się cofa i zamiast słów używa już tylko obrazków do porozumiewania się. Nawet tacy humaniści jak ty i ja, muszą to przyznać.

Dzisiaj nie pisze się całuski czy buziaki, ba nawet uściski. W listach nawet wrzucamy te cholerne znaki, o ile Kuźwa ktoś na tym świecie jeszcze pisze listy. Listy… Ich mogę dotknąć ze świadomością że i ty ich dotykałeś, powąchać i chłonąć zapach twojej wody kolońskiej, tak podobny do zapachów które kocham…

W prawdziwym życiu, nie ma emotikonek. Nie, w prawdziwym życiu robi się problem, bo nie da się niczym zastąpić gestów. Można myśleć o sobie dobrze, miło, nawet romantycznie, ale bez gestów myśli pozostaną tylko w twoim własnym umyśle, zamknięte niczym w klatce.. O właśnie, apropo klatki…

Ech, Kilimandżaro… Nawet nie masz pojęcia, jak silny masz na mnie wpływ. Jedyny gest na jaki nas stać, w naszym cholernym, realnym życiu, to przytulnie, wyciągnięcie ramion i objęcie… Gdy mnie tak otaczasz ramionami, czuję się… Jak w klatce.

Jesteś jednak wyrozumiałym właścicielem, więc pozostawiasz mi drzwi klatki otwarte. Wlatuje w jej ścianki na chwilę, ażeby odpocząć i poczuć… Bezpieczeństwo. Nie samolubne bezpieczeństwo, nie klosz spod którego nie ma ucieczki, a bezpieczeństwo które rozumie potrzebę wolności i wyboru.

W tej klatce, na ściankach jest dużo rzeczy które o mnie mówią. W sumie same pozytywne. Szanują mnie, akceptują chociaż czasem nie zgadzają, patrzą z uwielbieniem i zachwytem, rozbrajają szczerością. Z uśmiechem spoglądają na mnie, a ja czuję ciepło w moim nędznym serduszku.

W końcu otwierasz drzwi klatki, a ja wracam do swojej prywatnej. Tam też jest sporo rzeczy na ściankach, ale dominują negatywne. Oczerniają mnie, śmieją prosto w twarz, krytykują i toczą nieustanna walkę z tymi pozytywnymi… Walka zazwyczaj jest wyrównana. Od 22 lat, żadna ze stron nie wygrała tej wojny, a rozejm jest podpisywany, gdy swój wpadam do twojej klatki..

Och, mój Kilimandżaro.. Jakże ja bym chciała ujrzeć kiedyś nad drzwiami twojej klatki, tabliczkę sygnowaną moim imieniem… Tak, chcę żebyś czasem mnie trochę ograniczył, zamknął drzwi na dłużej niż kilkanaście sekund.

Ale żeby to zrobić, emotikony muszą znów stać się gestami, a myśli wyrażać poza głową.
Masz taką odwagę, mój drogi Kilimandżaro?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: