Jestem…

Człowiekiem. Mam swoje wady i zalety. Popełniam błędy, osiągam sukcesy. Płaczę i się uśmiecham. Odczuwam. Wiem co to miłość, strach, radość, strata, spełnienie i żal. Wszystko się w moim życiu przeplata, tworzą mi emocjonalną karuzelę, na której mogę się bawić w dwojaki sposób. Mogę radośnie krzyczeć, wyobrażać sobie że latam, pozwolić aby wiatr targał me włosy. Ale mogę też….

WYMIOTOWAĆ.

Wstaje. Cienie pod oczami są olbrzymie, oczy napuchnięte, poduszka jeszcze wilgotna od nocnych łez. Włosy potargane, wykrzywione na wszystkie strony, poplątane. Wkładam na siebie co popadnie, jakaś rozciągnięta bluza, która zasłoni niedoskonałe ciało. Jem coś w pośpiechu. Za późno wstałam. Ale zrobiłam to czystą premedytacją. Im później do tego miejsca kaźni się dostanę, tym lepiej…


Niezbyt przyjazny obraz, co nie? Raczej personifikacja nędzy i rozpaczy. Takie poranki były w moim życiu często. Budziłam się i już na dzień dobry myślałam o sobie, w większości, złe i okrutne rzeczy.
Ale zacznijmy od początku…
Od zawsze byłam wrażliwa i pełna wiary w ludzi. Szybko znajdywałam sobie autorytety, osoby za którymi chciałam podążać. Bardzo mocno reagowałam na każde słowo krytyki.
Zawsze wydawało mi się, że muszę zadowolić wszystkich ludzi, którzy mnie znają. Że każdy znajomy, przyjaciel czy dorosły powinien mnie lubić. Co za błędne myślenie…
Dobrze się uczyłam, od małego, byłam ambitna, brałam udział w konkursach. Nigdy nie traktowałam nauczycieli w kategoriach tego złego, przynajmniej nie wszystkich. Bardzo szybko przylgnęła do mnie łatka KUJONA i LIZUSA.
Z czasem zaczęło się pisanie wierszy. Byłam z tego dumna, do momentu kiedy ktoś nie powiedział, że wiersze wyginęły razem z jaskinowcami.
Najgorzej było w pierwszym z moich liceów. Zaczęły się szykany, dokuczanie, chodzenie do szkoły stało się katorgą. W klasie maturalnej, w drugim już liceum nie było lepiej. Ale tam otrzymałam w końcu wsparcie.

Jestem Marta. Byłam osobą o niskim poczuciu własnej wartości.

Dlaczego mówię, że byłam? Bo powiedziałam DOŚĆ i zaczęłam z tym walczyć.
Tak naprawdę wszystko zaczęło się w harcerstwie, a konkretniej dzięki mojej ówczesnej zastępowej, dzisiaj drużynowej i osobie za którą dałabym się pokroić. Przez moje problemy z samooceną, prawie rzuciłam harcerstwo. TAK, ja. Zafiksowana na jego punkcie. Pomijając konkretne powody, ona mi wtedy po raz pierwszy pokazała, że wiele osób, wbrew mojemu myśleniu, mnie docenia. Można powiedzieć, że stała się moim terapeutą.
Z czasem kupiłam parę mądrych książek. Osobiście uważam, że książki o rozwoju osobistym mogą się przydać i być pożyteczne, jeżeli dawkowane są z głową. No i jestem zwolenniczką COACHINGU, ale pod warunkiem, iż wcześniej był poparty porządnymi studiami z zakresu psychologii. Dobrze prowadzony, naprawdę może pomóc. Wracając…. pojawiły się różne książki, w tym ta jedyna „Luz. I tak nie będę idealna.” Tatiany Mindelewicz – Puacz. Stamtąd zaczerpnęłam pewne zdanie, które stało się moim nowym mottem: „być wystarczająco dobra w czymś…” (przekład luźny).
I moja terapeutka i prywatny coach, która uznała, że skoro tak zafiksowałam na punkcie rozwoju osobistego, który jest w gruncie rzeczy wpisany w harcerstwo, to dlaczego wreszcie nie zrobię tego na porządnie? Zaproponowała pewien, notes…

I TU PRZECHODZIMY DO SEDNA.

Oto mój notes. Nadal nie ma nazwy. Ale jest jednym zadań na próbę na stopień przewodniczki (dla laików: w harcerstwie mamy system stopni – coś jak osiągnięcia w grach, a żeby je uzyskać musimy wykonać odpowiednie questy, czyli zadania). Tak się składa, że w notesie tym, analizuje wszystkie sytuacje, stwierdzenia, teksty czy momenty, w których poczułam się źle potraktowana i zbyt odebrałam to do siebie, czy wręcz na odwrót – te w których czułam się naprawdę dobrze. Dodatkowo, zaczęłam też wykonywać zadania z internetu do podwyższenia własnej oceny, czy planować następne cele.
Prowadzę go tak naprawdę od … września 2017. Jest styczeń i mogę powiedzieć…
ŻE JEST O NIEBO LEPIEJ.
Nie jest to zasługa tego, że zeszyt jest magiczny. Nie ma żaden super siły. Ta super siła jest we mnie. W tym, że zamiast chłonąć negatywne emocje jak gąbka i w sobie dusić i rozpamiętywać, daję im upust na papier, a tym samym myślę o nich „na chłodno”. Nie przyjmuje bezkrytycznie. A co do pozytywnych wydarzeń, czy stwierdzeń… wiecie jak fajnie jest sobie czasem przeczytać, kiedy macie doła i jest wam źle, że ktoś was docenił? Polecam to uczucie!
W grudniu 2017 wyrzuciłam stare pamiętniki i pamiątki po osobach, których już w moim życiu nie ma, a które źle mi się kojarzyły. Pół worka poszło… ale było warto.
Dzisiaj zaliczyłam ten punkt z próby. Owszem, u terapeutki. Wiedziałam, że to właśnie ona musi być zaliczającym, bo… przeszła ze mną całą tę drogę i nadal przechodzi. Dzielna dziewczyna.
W tym gronie osób mi towarzyszących bez względu na wszystko są jeszcze Robaczek – kobieta od nocnych rozmów, Archiwistka – dziewczyna, która wrzuciła mnie na nieznane mi dotąd obszary życia, Duszyczka – fanka winyli, rocka i poezji Stachury, Wrestler – człowiek braku tabu i tematów zakazanych, Emigrantka z Krakowa – największy porąb jakiego znam. Jestem też ja.
Poniżej wrzucam… mój sposób zaliczenia punktu. Są jeszcze rzeczy, nad którymi chcę popracować. Parę do których chcę się przekonać i przełamać. Ale już teraz mogę powiedzieć:

JESTEM WYSTARCZAJĄCO DOBRA DLA SAMEJ SIEBIE I INNYCH.

Scan0001

2 myśli na temat “Jestem…

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: